Co z tajną notatką i naszym bezpieczeństwem narodowym?

Najlepszy Lombard Kołobrzeg u nas pożyczysz pod wszystko

Co z tajną notatką i naszym bezpieczeństwem narodowym?

Lekka prowokacja i już wszystko wiadomo. Działania Ministerstwa Spraw Zagranicznych potwierdzają zakaz wstępu naszych władz do Białego Domu. O czym to więc świadczy, gdy myślimy o sojuszu Polsko – Amerykańskim.

W ostatnich dniach mieliśmy możliwość obserwowania różnych napięć, wywołanych tajną notatką, która została opublikowana przez jeden z niemieckich serwisów informacyjnych. Zgodnie z nią, nasi najważniejsi przedstawiciele państwowi, czyli prezydent Andrzej Duda i premier Mariusz Morawiecki, nie będą mieli możliwości spotkania się ze swoimi odpowiednikami w Białym Domu. Powodem takiego stanu rzeczy, miała być nowelizacja ustawy o IPN, która nie jest akceptowana przez stronę amerykańską.

Co ciekawe, Ministerstwo Spraw Zagranicznych na początku, informowało o jakiś przekłamaniach i zwlekało z konkretną odpowiedzią na ten temat, a następnie złożyło doniesienie do prokuratury. Spodziewano się, że będzie to doniesienie dotyczące możliwości popełnienia przestępstwa przez niemiecki portal, który stworzył sobie „taką tajną notatkę” – rzeczywistość jednak okazała się inna. Doniesienie do prokuratury dotyczyło jednak wycieku tajnych informacji, a nie ich spreparowania przez niemiecki portal informacyjny. Potwierdza to fakt, że polscy politycy nie są mile widziani w USA. Powstaje więc pytanie, które dotyczy naszego sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi. Jak to wpłynie na nasze bezpieczeństwo? Od wielu bowiem lat jesteśmy karmieni tym, jak ważne jest dla naszego bezpieczeństwa, być w dobrej relacji z Waszyngtonem, a Rosja tylko wyczekuje odpowiedniej chwili, aby zaatakować pobliskie kraje, w tym również Polskę. Co jakiś czas, media podają różne wymyślone daty, które niby miały wyciec z Kremla. Dzięki temu, sojusz z USA urósł do pozycji jedynej gwarancji bezpieczeństwa narodowego, a wszystkich tych, co podważali słuszność i sensowność tego sojuszu nazywano, np. ruskimi agentami, lub „trolami Putina” Polityka zagraniczna obecnego rządu zakłada, że sojusz z USA daje nam możliwość stania się terytorium nie do ruszenie i w związku z tym, można mówić, robić i drażnić wszystkich dookoła, jak się żywnie podoba.

Ale jak to może wyglądać w rzeczywistości i czy Amerykanie faktycznie w przypadku wojny z Rosją, byli by tacy prędcy do obrony naszego kraju? Ciekawe będą również dalsze działania polskiego rządu, który będąc w przekonaniu, że Amerykanie są jedynym gwarantem naszego bezpieczeństwa, staje w obliczu niezadowolenia wobec swojego obrońcy, w związku z uchwałą o IPN. Prawda jest jednak taka, że amerykanie nigdy nie wyrywali się do tworzenia na terenie Polski, większych swoich oddziałów i baz. Natomiast, gdy to już zrobili, łatwo jest zauważyć, jak te bazy są blisko usytuowane granicy naszych zachodnich sąsiadów – Niemców. Wygląda to tak, jakby, w przypadku konfliktu móc się szybko wycofać. Jeżeli już gdzieś powinny stać takie oddziały to nie w Żaganiu, który jest położony na drugim końcu kraju, ale na przykład, w pobliżu obwodu kaliningradzkiego. Gdyby w ogóle doszło do wojny amerykańsko – rosyjskiej, to działania wojenne odbywałaby się, również na terytorium Polski i ktokolwiek by w niej zwyciężył to i tak pozostałyby tam tylko gruzy i leje po bombach. Przez wiele lat zapewniano nas, że Wuj Sam będzie nas bronił, a w przypadku inwazji, na pewno uratuje i pomoże. Po uchwaleniu ustawy o IPN stało się jasne. że sytuacja wymyka się spod kontroli i jest poważny problem z naszym sojusznikiem. Wśród Izraelczyków mocno się zagotowało, w wyniku niezrozumienia i nieznajomości ustawy, lub w wyniku jakichś innych nieznanych powodów.

Tak czy inaczej, powstał konflikt dyplomatyczny, który uruchomił odpowiednie lobby, w najbliższym otoczeniu prezydenta USA. Niektórzy nawet sądzą, że tym lobby, była sama córka Donalda Trumpa – Iwanka. Można więc powiedzieć, że sojusz z Ameryką wisi na włosku z powodu ścigania przestępców, którzy używają niewłaściwego określenia „polskie obozy śmierci” Powstaje więc następne pytanie, które osobiście bardzo mnie intryguje. Jeśli taki sojusz, dzięki któremu możemy czuć się bezpieczni, chwieje się pod wpływem takiego małego szczegółu, to tak naprawdę, ile on jest wart?

Czy możemy sobie wyobrazić Amerykanów walczących i ginących w naszej obronie, przed rosyjskim najeźdźcom, a jednocześnie zrywającym z nami sojusz, ponieważ wprowadzamy zakaz używania słów ”polskie obozy śmierci” Być może analiza tej sytuacji jest błędna, ale jednak warto nad tym się chwilę pochylić i zastanowić. Niektórzy politycy na zadane pytania, dotyczące ewentualnej pomocy amerykanów, odpowiadają lakonicznie „że należy w to po prostu wierzyć”. I chyba jest to najbardziej szczera wypowiedź jaką można oczekiwać od naszych władz i przedstawicieli. Biorąc to wszystko pod uwagę, należy również stwierdzić, że Polska nie należy do krajów, które są uważane przez Stany Zjednoczone jako liczący się partner strategiczny, a tym bardziej jako ewentualny sojusznik. Ciągnąc dalej temat, jesteśmy raczej polem bitwy, na którym może rozegrać się parę starć militarnych, lub miejscem, w którym można sprzedać trochę amerykańskiej broni, lub gazu, wcześniej zresztą kupionego – taniej w Rosji. Jest jeszcze inna opcja, która nasuwa się po ostatnich wydarzeniach, a dotyczy rozmieszczenia wojsk amerykańskich na terenie Polski i związana jest z egzekucją amerykańskiej ustawy s.447, dotyczącej wspierania organizacji międzynarodowych w odzyskaniu mienia żydowskiego. Ale może jest to już za bardzo posunięta w dal hipoteza.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *